O co chodzi z tą Portugalią? | Część Pierwsza.

Cześć, to my - Sun Patterns, czyli Katarzyna i Kuba Łuka. Jeżeli mieliście okazję odwiedzić naszą stronę sunpatterns.com, śledzicie nas na FB lub też natknęliście się na nas w jakikolwiek inny sposób, zauważyliście już pewnie, że przejawiamy wyjątkową sympatię do pięknych i barwnych wzorów, które pochodzą najczęściej ze stolicy Portugalii - Lizbony.

Zastanawialiśmy się ostatnio jak sami zareagowalibyśmy na sytuację, w której nagle internet naprowadza nas na trop pięknych, ale jednak bardzo egzotycznych wzorów pochodzących z samego końca Europy i bardzo szybko doszliśmy do wniosku, że pytanie: „o co chodzi z tą Portugalią?” nasuwa się na myśl bez większego wysiłku. A skoro pytanie jest bardzo proste a odpowiedź niezbyt skomplikowana i na dodatek przywołuje całą masę wspomnień, zapraszamy do przeczytania kilku zdań o tym jak, kiedy, dlaczego i po co zainteresowaliśmy się portugalskim wzornictwem.

Zanim zakochaliśmy się w Lizbonie, o samej Portugalii wiedzieliśmy tak niewiele, jak niewiele można wiedzieć o tym kraju z odległości ponad trzech tysięcy kilometrów. Wzmianki w internecie, fragmenty przewodników, kilka zdjęć, niejasne opowieści innych osób, film „Lisbon Story” - w skrócie: jest taki kraj nad oceanem, mają tam dobrą oliwę, wino i podobno jest tam ciepło. Przed pierwszą podróżą do Portugalii nie spotkaliśmy nigdy rodowitego Portugalczyka, mieliśmy nikłe (i jakże błędne) wyobrażenie o samym języku i prawdopodobnie nie spodziewaliśmy się niczego z czym spotkaliśmy się wraz z pierwszą decyzją wejścia na pokład samolotu, który w październiku 2014 roku zabrał nas do Porto, skąd docelowo pojechaliśmy na wybrzeże w okolice Peniche, do domu znajomych, którzy zaprosili nas na krótki, jesienny urlop.

Podczas tych tygodniowych i jakże pięknych wakacji - dosłownie na samym krańcu Europy (od klifu i brzegu oceanu dzieliło nas zaledwie kilkaset metrów) - odkryliśmy kilka zaskakujących w tamtym czasie cech portugalskiego świata. Po raz pierwszy w życiu mieliśmy okazję doświadczyć przebywania na plaży, na której w ciągu trzech godzin nie pojawił się żaden człowiek. Przekonaliśmy się jak zmienna potrafi być jesienna pogoda nad Oceanem, kiedy jednego dnia dosłownie prażyliśmy się w słońcu w krótkich spodenkach, a dzień później atlantycki wiatr z deszczem nie pozwalał nam wyjść z domu. Pod koniec pobytu postanowiliśmy udać się na jeden dzień do Lizbony. Warto w tym miejscu dodać, iż w tamtym okresie mieszkaliśmy od kilku lat w Krakowie, z którego mentalnie już jakiś czas wcześniej wygnało nas złe powietrze i czekaliśmy tylko na odpowiedni moment, by podjąć decyzję o przeprowadzce w inne miejsce - decyzję, którą podjęliśmy wstępnie prawdopodobnie już wtedy, podczas jednodniowego wypadu do stolicy Portugalii.

Lizbona w pierwszym kontakcie zrobiła na nas wyjątkowe wrażenie. Z jednej strony niedługo po wyjściu z metra w okolicach Placu Restauradores zerwała się zwyczajna jesienna portugalska ulewa, której rozmach przeraził nas, ponieważ Lizbona w kilkadziesiąt minut została doszczętnie zalana, po czym w niecałe pół godziny wyszło słońce, a cała woda spłynęła do rzeki i do metra. Dzisiaj wiemy, że tego typu wypadki zdarzają się - w obliczu obfitych jesiennych opadów - bardzo często i nikt nie zwraca na nie uwagi, natomiast wtedy z naszego punktu widzenia całe zajście wyglądało na całkiem poważną katastrofę.

Po ulewie, przez resztę dnia świeciło słońce, a my mieliśmy okazję po raz pierwszy spacerować bez celu po krętych uliczkach Lizbony, by wieczorem spotkać się ze znajomymi na Fado i poznać smak wielkich porcji jedzenia serwowanego przez portugalskich kucharzy. Wtedy też zobaczyliśmy i sfotografowaliśmy po raz pierwszy barwne wzory kafli azulejos (na przykład te, które znajdziecie obecnie na plakatach „Belem Fruit” i „Baixa Bluebell”), pokrywające ściany kamienic i w ten właśnie sposób wykonaliśmy pierwszy - jeszcze wówczas bardzo niewielki krok - w kierunku tego co później miało okazję przerodzić się we Wzory Portugalii a następnie w Sun Patterns. Zanim się to jednak stało, wsiedliśmy w samolot do Polski, wróciliśmy do Krakowa i podjęliśmy decyzję o tym, że kolejne wakacje spędzimy już tylko w Lizbonie, o czym opowiemy Wam przy kolejnej okazji.

Kuba Łuka

Koszyk

Twój koszyk jest pusty.

Dokonaj swoich pierwszych zakupów